Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uroda. Pokaż wszystkie posty
Jakoś nie jestem typem osoby, którą kręcą duże wyprzedaże i walka o najtańszy towar z półek sklepowych. Choć same zakupy są dla mnie przyjemnością, to nie takie kiedy trzeba przpychać się w gęstym tłumie innych poszukiwaczy skarbów :D. Dlatego też, jeśli planuję jakiś zakup, szukam prezentu itp. staram się wybierać do galerii handlowych w tygodniu, zwłaszcza w okresach świątecznych. Często też wybieram opcję zakupów przez internet. Szał wyprzedaży czarnego piątku zapanował w tym roku i w moim mieście, a ja nie planowałam brać w nim czynnego udziału. Choć gdybym zapewne potrzebowała jakiegoś droższego produktu, w ten dzień dostępnego w o wiele korzystniejszej cenie, pewnie nie omieszkałabym się skorzystać.
Mimo postanowieniu niewydawania ostatków wypłaty w ten dzień o godzinie 23.40 weszłam na stronę beGLOSSY, aby z ciekawości zorientować się w cenach prenumeraty boxów kosmetycznych, gdyż od pewnego czasu chodził za mną pomysł skorzystania z ich oferty. I wtedy ku moim oczom okazała się naprawdę ciekawa okazja Black Friday'owa. Polegała ona na tym, że jeśli zamówiło się minimum 2 pudełka, zyskiwało zniżkę -40% na każde z nich. Jako, że promocja trwała jedynie do godziny 00:00 tego dnia, musiałam działać szybko no i jak widać na załączonych obrazkach, udało mi się zdążyć.
Dzisiaj dzielę się z Wami zawartością pudełek, które dotarły do mnie w zeszłym tygodniu. Są to pudełka z minionych edycji, więc część z Was może znać już ich zawartość:
oraz
"Ready to GO!".
Zawartość pudełka - Happy Colors
źródło: http://www.beglossy.pl/beauty/beglossy-happy-colors
Spośród widocznych powyżej produktów jedynie balsam Uriage był w miniaturowej wersji i to dość małej, reszta kosmetyków to pełnowymiarowe produkty. Limonkowo-pastelowy lakier z NeoNail jest bardzo ładny i będzie czekać na swoją kolej, gdy nadejdą wiosenne dni. Najbardziej zaintrygował mnie krem barierowy marki Nidiesque, przeznaczony dla skóry z alergią na nikiel. Sama u siebie nie zauważyłam, abym dotąd miała tego typu problem, więc nie do końca wiedziałam, czy ten produkt w ogóle mi się przyda. Jednak po przeczytaniu jego specyfikacji i różnych opinii na jego temat w internecie, zrozumiałam że może być on stosowany również jeśli nie mamy takiej alergii, do tego dobrze sprawdza się w formie bazy pod makijaż. Sama jeszcze nie wypróbowałam jego działania, ale jeśli się u mnie sprawdzi to chętnie umieszczę recenzję tutaj na blogu.
Zawartość pudełka - Ready to GO!
źródło grafiki: http://www.beglossy.pl/beglossy-ready-to-go
W drugim pudełku znalazły się kosmetyki w serii bardziej wyjściowo-wieczorowej. 1 - Matte Lipstick Golden Rose - w moim pudełku odcień pomadki z Golden Rose, jest taki sam jak na zdjęciu powyżej, 2 - cień do powiek MIYO , przypadł mi w kolorze czarnym, czarnym jak węgiel, no ale pewnie kiedyś się przyda :P 3 - Barnangen, Balsam All Over Rescue Body Balm - najbardziej zadowolona jestem z balsamu szwedzkiej marki Barnangen, który już zaczęłam używać i bardzo przypadł mi do gustu, jeśli nic się nie zmieni to z pewnością zaopatrzę się w kolejny po zdenkowaniu tego egzemplarza :), 4 - NeoNail lakier hybrydowy - u mnie w kolorze nude, 5 - Manna Kadar, baza pod makijaż Runway Ready, 5 - próbka różu mineralnego Pixie Cosmetics, My Secret Mineral Rouge Powder, 6 - BANDI - ryżowa maska w płacie, rozświetlająca twarz i wybielająca przebarwienia, rekomendowana do zastosowania przed wielkim wyjściem.
Podsumowując za oba pudełka zapłaciłam 76,80 zł. Myślę, że beGLOSSY przygotowali dla swoich klientów bardzo korzystną promocję z okazji tegorocznego Black Friday. Dla mnie była to okazja zapoznania się z ich formą oferowanych usług zanim podejmę decyzję o dłuższej prenumeracie.
Są to moje pierwsze boxy kosmetyczne, bo do tej pory miałam prenumeratę jedynie cudmiód box, który też kiedyś pokazywałam na blogu. Rozważam niebawem wykupienie kilkumiesięcznego pakietu pudełek kosmetycznych, tylko zastanawiam się między beGLOSSY i ShinyBox.
Korzystałyście kiedyś z prenumeraty któregoś z tych boxów? A może używałyście, któregoś z kosmetyków jakie w nich znalazłam, dajcie znać ;)
Ściskam i do następnego posta.
M.
Pasta cukrowa - słodka domowa depilacja
Moje doświadczenia z pastą cukrową zaczęły się od kupna gotowego produktu w drogerii kosmetycznej, niestety pierwsze podejście było całkowicie nieudane. Choć czytałam instrukcję jak postępować w trakcie depilacji przy jej pomocy, wszelkie próby zakończyły się niepowodzeniem. Jednak popełniłam przy tym wiele błędów z których teraz zdaję sobie sprawę, a ostatecznie tamto pudełko pasty wylądowało w koszu. Jednak największym błędem było samo kupienie gotowego produktu w sklepie, o wiele bardziej opłaca się wykonać taką pastę cukrową samemu w domu.
Druga konfrontacja z pastą cukrową, w moim przypadku odbyła się w profesjonalnym salonie depilacji pastą cukrową. Przyznam też, że nie cackałam się z tematem i mój pierwszy raz w salonie był najboleśniejszą opcją z możliwych :p ...bolało. Jednak każdy ma inny próg bólu, więc ciężko adekwatnie opisać ten ból w jakiejkolwiek skali. Jak byłam raz (a pierwszy raz boli najbardziej, bo cebulki włosa są bardzo grube), to postanowiłam pójść za ciosem i wybrać się po raz kolejny. Bolało, ale o wiele mniej, a włoski wychodziły o wiele łatwiej, więc sama depilacja trwała również krócej. Cena takiego zabiegu to ok. 120 zł. Salon depilacji cukrowej mieści się w Szczecinie, choć teraz wiem że otworzyli drugi oddział w Poznaniu i planują rozwijać się dalej.
Teraz, kiedy przekonałam się już do tej metody depilacji, postanowiłam wrócić do pasty cukrowej w zastosowaniu domowym. Przede wszystkim skłoniły mnie do tego kwestie finansowe. Proporcje, które zastosowałam sprawdziły się idealnie, a sama depilacja również była zadowalająca, dlatego teraz będę stosować ją regularnie do różnych części ciała.
PRZEPIS
- 1/4 szklanki wody
- 1/4 szklanki soku z cytryny
- 2 szklanki cukru
Do garnka postawionego na średnim ogniu wlewamy wodę, wsypujemy cukier i dodajemy sok z cytryny. Następnie długo, długo mieszamy, gdy nasza mikstura się zagotuje zmniejszamy ogień i nadal mieszamy. Celem jest uzyskanie koloru bursztynowego, uważajmy żeby nie przesadzić, jak mieszanka zacznie się robić ciemniejsza, odstawiamy garnek na bok. W trakcie stygnięcia nasza pasta jeszcze nieco ściemnieje. Gdy pasta cukrowa przestygnie, przelewamy do naczynia, z którego wygodnie nam będzie jej używać. Ja wybrałam do tego celu dość szeroki słoik. Gdy pasta przestygnie sprawdzamy na skórze, czy nie jest zbyt ciepła, aby się nie poparzyć i możemy przejść do depilacji. Oczywiście z podanych proporcji, pasty starczy na kilka zabiegów, w zależności od wybranych partii ciała. Gdy chcemy jej użyć ponownie wystarczy podgrzać ją w mikrofalówce, lub w kąpieli wodnej.
Pastę cukrową możemy używać na dwa sposoby: używając pasków papieru do depilacji (lub w moim przypadku wersja ekonomiczna - pocięte stare spodnie o fakturze przypominającej jeans), bądź po prostu przy pomocy własnych rąk. Ja stawiam na pierwszy sposób, gdyż nie opanowałam opcji drugiej. Wymaga ona nieco więcej wprawy, ale ma swoje zalety bo przy pomocy niewielkiej porcji cukru możemy przeprowadzić depilację wielokrotnie w wybranej części ciała. Do okolic bikini, czy pach sprawdzi się jednak tylko opcja z paskami. Tak jest bezpieczniej i skuteczniej w tych miejscach.
Przyznam się, że tuż przed rozpoczęciem depilacji zorientowałam się, że nie mam pudru czy innej podsypki do nakładania na skórę, w celu jej zabezpieczenia. Tutaj również postawiłam na domowe i ekonomiczne rozwiązanie - mąkę ziemniaczaną, polecam :)
Do nakładania pasty na skórę najlepiej sprawdza się drewniany patyczek, np. taki jak u lekarza przy sprawdzaniu stanu gardła. Ja akurat znalazłam u siebie drewniany nożyk i sprawdził się wprost idealnie. Prawdopodobnie użycie jakiejś plastikowej łopatki czy np. noża, również powinno dać radę, ale wtedy nakładajmy tak aby powierzchnią stykającą się ze skórą nie była część noża z ząbkami.
Najważniejszą zasadą w stosowaniu pasty jest nakładanie jej w kierunku przeciwnym do kierunku wzrostu włosa (a więc inaczej niż przy depilacji woskiem). Natomiast po nałożeniu zrywany pastę zgodnie z kierunkiem wzrostu włosa. Dużą zaletą jest fakt, iż pasta przy jej odrywaniu boli znacznie mniej niż wosk, gdyż mniej przykleja się do skóry. Należy również pamiętać o umiarze, nie depilujmy danego fragmentu skóry więcej niż 2 razy. Pojedyncze włoski jakie nam pozostały możemy usunąć przy pomocy pęsety.
Po zabiegu unikajmy gorących kąpieli, czy solarium. Warto stosować kremy łagodzące lub olejki po depilacji, łagodzące pudry, a jeśli podrażnienia są większe np. kremu Sudocrem lub maści z antybiotykiem jak np. Tribiotic.
Osobną kwestią jest wrastanie włosków, ale o tym nie będę się rozpisywać tutaj. Myślę, że poświęcę temu osobny wpis na bogu, jeśli będziecie zainteresowane jak sobie radzę z tym problemem.
A wy jaką stosujecie depilację? Używałyście kiedyś pasty cukrowej? Dajcie znać :)
Pozdrawiam,
Magda
Spirulina w łazience - jak używam
Lubicie spirulinę? Ja uwielbiam! Zaczęło się od zielonych koktajli, aż stopniowo coraz częściej zaczęła pojawiać się w mojej łazience, służąc jako składnik mazideł i innych czarodziejskich eliksirów piękności. Przy okazji na zdjęciu jestem ja nikt inny, to nowość na moim blogu bo od dawien dawna pokazałam kawałek siebie na, ta nieśmiałość :D.
Choć większość z Was wie, ale w gwoli ścisłości - czym jest spirulina?
A no powiem Wam w największym skrócie, że jest to niezwykła alga, bardzo bogata w wiele aminokwasów, minerałów, witamin, kwasów tłuszczowych i enzymów. Co ciekawe suplement ten znajduje się na liście produktów leczniczo-odżywczych, przeznaczonych do suplementacji załóg kosmicznych NASA. Nie będę się rozpisywać na ten temat, gdyż o samej spirulinie można założyć osobnego bloga. W internecie znajdziecie mnóstwo informacji na jej temat, gdyż od kilku lat podbija świat i jej popularność nadal nie spada. Podam Wam więc przykładowe strony:
Link 1
Link 2
Link 1
Link 2
Dodawanie spiruliny do diety nie jest specjalnie skomplikowane, u mnie pojawia się głównie w koktajlach, bądź jako suplementacja w tabletkach. W ostatnim poście podzieliłam się z Wami również przepisem na guacamole ze spiruliną i polecam właśnie podobne eksperymenty kulinarne z zastosowaniem tej algi. Dzisiaj jednak skupimy się na jej użyciu zewnętrzym, a więc do pielęgnacji ciała. Oto kilka przepisów, które przetestowałam i dzielę się z Wami tu na blogu:
Maseczka ze spiruliną na twarz:
prezentację takowej macie już na pierwszej fotce, jest to jedna z tych maseczek, które są najłatwiejsze w wykonaniu bo są dwuskładnikowe i tak naprawdę główny składnik należy tylko zaprzyjaźnić z wodą, aby uzyskać konsystencję którą następnie nałożymy na twarz. Sama się sobie dziwię, że choć spirulinę stosuję w kuchni od dłuższego czasu i zawsze mam paczuszkę na stanie, to tak długo zajęło mi przekonanie się do tego przepisu. Miałam wątpliwości, czy nie skończę jak zielony ufoludek, ale na szczęście moje obawy się nie spełniły gdyż nie odbarwia się ona na skórze ani trochę - ale w przypadku tkanin nie jest tak sielsko więc uważajcie bo robi się zielony bałagan w łazience, zwłaszcza przy zmywaniu specyfiku z twarzy :) Ważną wskazówką (nie tylko w przypadku tej maseczki ale też np. z glinek czy cynamonowej - takich które wysychają szybko na twarzy) aby zwilżać ją wodą co jakiś czas, w takiej suchej popękanej postaci, nie wiele ma szans na prawidłowe wchłonięcie w skórę. Jeśli jednak preferujecie łagodniejszą wersję, to zamiast wody można użyć jogurtu naturalnego :)
Maska ze spiruliną na włosy:
również nic prostszego, istnieją różne szkoły ja np. dodaję łyżeczkę spiruliny do jakiejś maski na właosy, którą aktualnie używam :)
Taak bardzo apetycznie to wygląda, ale czego się nie robi dla pięknych włosów :)) Jeśli chodzi o zapach to u mnie nie było czuć spiruliny ani trochę :) Maskę po 15 - 20 minutach spłukujemy do momentu aż woda nie będzie zielona.
Kąpiel solno-spirulinowa:
sól + spirulina to według mnie fajne połączenie, zaznaczam jednak, że ja w takiej mieszance nie biorę tradycyjnej kąpieli czyt. szoruję się kosmetykami myję włosy itd. - chodzi o wyleżenie w ciepłej wodzie z dodatkiem tych składników, np. wcześniej biorąc prysznic. Proporcje są dowolne ja dodaję 1/3 szklanki soli i łyżeczkę spiruliny, mieszam i wsypuję do kąpieli :)
Macie jeszcze jakieś ciekawe patenty na spirulinę? A może stosujecie już jakiś podany przeze mnie, dajcie znać! Do napisania! :)
Moja pielęgnacja twarzy
Witajcie, dzisiaj postanowiłam przygotować typowo kosmetycznego posta, bo takiego dawno już nie pisałam. Mój wybór padł na pielęgnację twarzy, bo zmieniłam ostatnio część kosmetyków w codziennym stosowaniu. Jakiś czas temu napisałam posta z produktami do pielęgnacji twarzy, których używam i które są w mojej kosmetycznej poczekalni (klik). Od tego czasu część z tych kosmetyków zniknęła, a część nadal gdzieś na półce w łazience czeka na zużycie. Dzisiaj nie pokażę wszystkich swoich kosmetyków do twarzy, lecz te które aktualnie są w moim codziennym użyciu.
Jest to pielęgnacja typowa na okres jesienno-zimowo-jesienny, dlatego też myślę że pewne zmiany zajdą u mnie dopiero wraz z przyjściem ciepłych, letnich dni :)
Na chwilę obecną do oczyszczania twarzy używam 4 produktów kosmetycznych i 2 dodatkowych pomocników manualnych, jeśli tak można to nazwać.
To już moje drugie opakowanie, wiem że u niektórych nie sprawdza się ona najlepiej, ale u mnie w pełni się sprawdza. Dla mnie główną zaletą jest rzeczywiście konsystencja pasty, która wraz z peelingiem (mimo gruboziarnistości nie podrażnia mojej skóry w częstym stosowaniu) bardzo dobrze oczyszcza moją cerę. Produkt nie spowodował u mnie żadnego wysypu, a nawet wydaje mi się że nieco poprawił stan mojej twarzy, choć trudno tu rzetelnie ocenić działanie samej pasty, gdyż atakuję niedoskonałości na mojej twarzy na wielu frontach (kosmetyki, suplementy, dieta).
2. Emulsja oczyszczająca - granat BIO - Alterra
Jest to produkt do oczyszczania cery suchej, a nawet bardzo suchej i zapewne większość z Was już go kojarzy, U mnie Sprawdzał się dość średnio bo w ogóle się nie pienił i nie czułam oczyszczania w najmniejszym stopniu. Nie zarzucam tego emulsji jako wielką wadę, gdyż po opiniach innych blogerek zrozumiałam, że nie obejdzie się w przypadku tego kosmetyku z użyciem szmatki muślinowej w celu lepszego uczucia oczyszczenia. Może nie jest to strzał w dziesiątkę, ale jest to pierwszy tego typu kosmetyk u mnie w pielęgnacji i przyznam Wam, że spodobała mi się perspektywa takiego delikatnego oczyszczania cery, zwłaszcza w dni, kiedy nie nakładam na nie specjalnie dużo makijażu. Myślę, że po zużyciu, będę szukać innego, lepszego kosmetyku w tej formie, od dłuższego czasu przymierzam się do zakupu Clinique Take the Day Off.
3. Płyn micelarny Optymalna Tolerancja - Mixa
Pierwszy raz gościu u mnie ten kosmetyk i spełnia swoje zadanie. Dobrze oczyszcza, nie podrażnia, nadaje się również do zmywania oczu (oczywiście nie stosuję go do samego demakijażu, tylko do przemycia twarzy po nim, lub wciągu dnia). Jest to płyn specjalnie opracowany do skóry wrażliwej, koi skórę, nie powoduje alergii, a do tego posiada takie samo pH jak nasza skóra. Z pewnością kupię go jeszcze nie raz jako tańszą i wcale nie gorszą alternatywę Biodermy.
4. Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym - liście manuka - ziaja
Miałam dylemat do jakiej kategorii zaliczyć ten kosmetyk, ale ze względu na właściwości głęboko oczyszczające wylądował tutaj. Jest to moja pierwsza przygoda z kosmetykiem zawierającym kwas migdałowy. Nie mogę zbyt wiele powiedzieć, gdyż użyłam go dopiero raz wczoraj wieczorem, ale przyznam że dzisiaj rano moja skóra rzeczywiście wyglądała nieco lepiej, zobaczymy jak będzie z czasem.
A tutaj wcześniej wspomniane wspomagacze oczyszczania: szczoteczka i szmatka muślinowa.
Przyznam, że do nawilżania twarzy zmobilizowałam się bardziej od całkiem niedawna. Nie miałam nigdy nawyku nawilżania swojej twarzy, a trądzik w wieku młodzieńczym wydawał mi się, całkowicie wykluczać jakiekolwiek natłuszczanie, bałam się że tylko pogorszy sprawę. O jak bardzo się myliłam, oczywiście dostawałam nie raz naganę od kosmetyczek i kupowałam sobie jakiś krem, ale nie stosowałam go regularnie, za to intensywnie wysuszałam cerę, tonikami, acnosanem czy punktowymi żelami na wypryski. Dzisiaj nawilżam cerę wieloma specyfikami, przy czym też staram się stosować umiar, bo nasza skóra sama produkuje łój który jest dla niej najbardziej naturalnym nawilżaczem.
1. Woda termalna Avene
Nawilża, koi, łagodzi podrażnienia. Według mnie jest idealna i uczucie odświeżenia po jej zastosowaniu jednocześnie rozbudzające i relaksujące. Jeśli stosujecie i lubicie wody termalne to wiecie, że jak już się przyzwyczai to się bardzo ceni, rześkość jaką daje :) To już moja druga butelka i z pewnością będzie następna :)
2. Serum siarkowe/antybakteryjne - Barwa
Do stosowania na wypryski i zaskórniki. Również nowość u mnie, więc nie mogę ocenić, mam nadzieję, że się sprawdzi bo kupiłam jako zastępce punktowego serum z tołpy (sprawdzał się świetnie!).
3. Żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem i chabrem bławatkiem - Flos Lek
Całkiem przyzwoity żel, który zazwyczaj jest w mojej kosmetyczce, jako że sporo pracuję przy komputerze, czasem używam na zmęczone powieki.
4. Naturalny oliwkowy odżywczy krem pod oczy i na powieki - ziaja
To również u mnie nowość, ale szukałam właśnie czegoś nawilżającego i powiem Wam, że miałam problem ze znalezieniem takiego kremu - bo albo są to żele jak ten powyżej, albo kremy przeciwzmarszczkowe, ja szukałam nawilżenia. Mam nadzieję, że nowy nabytek się sprawdzi :)
5. Krem kojący do twarzy - Pharmaceris
Używam go na dzień, rzeczywiście koi, nawilża, sprawdza się na wypryskach i pomaga w walce z suchymi skórkami. Co prawda ma dość gęstą konsystencję i może się czasem opornie rozprowadzać, wtedy używam po wcześniejszym spryskaniu twarzy wodą termalną. U mnie sprawdza się dobrze pod makijaż.
6. Babydream krem ochronny przed wiatrem i zimnem - Rossmann
Nakładam na twarz przed bieganiem i sprawdza się bardzo dobrze. Skład też ma niczego sobie m.in. olej z awokado i pantenol.
Dodatkowo używam czasami maść ochronną z wit. A (na zdjęciu w następnej kategorii) oraz stosuję olejowanie twarzy i ciała, również przy oczyszczaniu, ale to temat na osobny post, więc tu tylko wspomnę.
Nie będę tutaj wymieniać konkretów gdyż musiałabym pokazać i opisać wiele kosmetyków, gdyż stosuję sporo maseczek (kupnych i domowych) ale najczęściej wybieram te z glinkami. Po 2 letniej przerwie wróciłam do stosowania błota z morza czarnego, które sprawdza się u mnie świetnie. Jeśli będziecie ciekawe, mogę napisać o takich dodatkach osobny post :)
Mam nadzieję, że lubicie takie posty, gdyż są one niezmiernie czasochłonne :)
Używałyście któregoś z tych kosmetyków?
Pozdrawiam! :)
Mini haul kosmetyczny
Przedstawiam wam szybki post z dzisiejszym mini haulem kosmetycznym.
- lawendowa sól do kąpieli
- mydło biały jeleń z otrębami pszennymi
- mydło borowinowe tołpa
- mikrozłuszczający żel peelingujący do mycia twarzy
- olejki eteryczne: lawendowy i goździkowy
Opisy producentów:
Lawendowa sól do kąpieli
Champs de Provence
Bogata w minerały i pierwiastki śladowe, które wnikają głęboko w pory skóry, oczyszczają ją, a także działają na nią łagodząco oraz regenerująco. Ponadto aktywizują naturalne funkcje skóry i regenerują naskórek, a także mają działanie antyseptyczne i przeciwtrądzikowe.
Akurat ten produkt stosuję już nie pierwszy raz i bardzo go lubię. Niewiele soli zawiera suszone zioła, a za to daję tej soli duży plus. Poza tym jestem zwolenniczką lawendy, więc produkt idealny dla mnie :)
Hipoalergiczne mydło naturalne z otrębami
Biały Jeleń
Mydło naturalne z otrębami przeznaczone jest do mycia i pielęgnacji skóry wrażliwej, skłonnej do podrażnień. Zawarte w mydle otręby pszenne oraz ekstrakt z owsa doskonale oczyszczają, wygładzają i odżywiają skórę.
Mikrozłuszczający żel peelingujący do mycia twarzy
tołpa
głęboko oczyszcza, delikatnie złuszcza, odblokowuje pory
hipoalergiczny
skóra: wrażliwa, mieszana, tłusta i trądzikowa
zanieczyszczenia i niedoskonałości
Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Delikatnie złuszcza zrogowaciały naskórek, działa antybakteryjnie i odblokowuje pory. Minimalizuje ilość zaskórników. Posiada fizjologiczne pH i nie wywołuje podrażnień. Wygładza i odświeża skórę. Może być stosowany codziennie.
Udało mi się kupić ten żel na promocji w Rossmannie za 19,99
Mydło borowinowe do odnowy biologicznej
tołpa
hipoalergiczny
stany napięcia i zmęczenia, obniżony nastrój
naturalne olejki eteryczne: drzewo różane, ylang-ylang, szałwia, bergamotka
Poprawia samopoczucie i zapewnia naturalną odnowę biologiczną. Oczyszcza i regeneruje skórę, nie naruszając bariery ochronnej. Przywraca równowagę, harmonizuje i łagodzi napięcie. Wspomaga eliminację toksyn. Wygładza i nawilża skórę.
Olejki eteryczne naturalne
Avicenna - Oil
Lawendowy:
Jest jednym z najczęściej używanych olejków w aromaterapii. W literaturze poświęconej tej dziedzinie wiele miejsca poświęca się olejkowi lawendowemu. Podaje się, że olejek ten skutecznie pomaga przy infekcjach górnych dróg oddechowych, łagodzi bóle głowy, menstruacyjne, łagodzi skutki ukąszeń owadów, przyspiesza gojenie ran i oparzeń. Uważa się, że olejek ten ma działanie lekko uspokajające, dlatego polecany jest przy bezsenności, nadpobudliwości i nerwicach, stymuluje pracę układu nerwowego i krążenia.
Wyłącznie do użytku zewnętrznego.
Goździkowy:
Pozyskuje się go z pąków eugenia cryophyli. W literaturze z dziedziny aromaterapii podaje się, iż działa on miejscowo przeciwbólowo i rozgrzewająco, stosowany jest przy nerwobólach i reumatyzmie. Działa antyseptycznie, stąd zalecany jest przy przeziębieniach i infekcjach górnych dróg oddechowych. Często wykorzystywany jest jako środek odstraszający owady (np. komary).
Wyłącznie do użytku zewnętrznego.
Dlaczego wybrałam akurat te dwa zapachy? Już od pewnego czasu jestem fanką lawendy i działa na mnie uspokajająco i odprężająco. Natomiast olejek goździkowy wydaje się być idealną opcją na rozgrzanie w zimowe wieczory.
Jeśli ktoś będzie chciał, aby pojawiła się recenzja, któregoś z produktów, to poproszę o informację w komentarzu. Po odpowiednim czasie stosowania z chęcią podzielę się z Wami swoją opinią :)
Maseczka aspirynowa
Maseczka aspirynowa jest bardzo tanim sposobem na walkę z trądzikiem. Dzięki niej nasza skóra stanie się też gładsza i zmiękczona. Jej wykonanie jest wręcz ekspresowe, a potrzebne składniki z pewnością większość z nas posiada w domu.
Do wykonania maski będziemy potrzebować:
- kilka tabletek aspiryny -ok. 2 do 5 (niepowlekanej i nierozpuszczalnej), to zależy od ilości maski jaką chcemy przygotować: na całą twarz czy punktowo;
- woda; też w zależności od ilości wykonywanej maseczki, najlepiej dodawać małą łyżeczką do momentu, aż tabletki aspiryny wystarczająco napęcznieją;
- jogurt naturalny lub miód
Ja osobiście preferuję wersję z jogurtem, choć nie próbowałam jeszcze z miodem (dzięki niemu maseczka będzie się lepiej trzymać). Natomiast decydując się na jogurt (który złagodzi podrażnienia), ważne aby wybrać bardzo gęsty, gdyż rzadki po prostu spłynie nam z twarzy.
Regularne stosowanie z pewnością przyniesie efekty. Aktywny składnik aspiryny podobnie jak kwas salicylowy pomaga również złuszczać naskórek.













