Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Jakoś nie jestem typem osoby, którą kręcą duże wyprzedaże i walka o najtańszy towar z półek sklepowych. Choć same zakupy są dla mnie przyjemnością, to nie takie kiedy trzeba przpychać się w gęstym tłumie innych poszukiwaczy skarbów :D. Dlatego też, jeśli planuję jakiś zakup, szukam prezentu itp. staram się wybierać do galerii handlowych w tygodniu, zwłaszcza w okresach świątecznych. Często też wybieram opcję zakupów przez internet. Szał wyprzedaży czarnego piątku zapanował w tym roku i w moim mieście, a ja nie planowałam brać w nim czynnego udziału. Choć gdybym zapewne potrzebowała jakiegoś droższego produktu, w ten dzień dostępnego w o wiele korzystniejszej cenie, pewnie nie omieszkałabym się skorzystać.
Mimo postanowieniu niewydawania ostatków wypłaty w ten dzień o godzinie 23.40 weszłam na stronę beGLOSSY, aby z ciekawości zorientować się w cenach prenumeraty boxów kosmetycznych, gdyż od pewnego czasu chodził za mną pomysł skorzystania z ich oferty. I wtedy ku moim oczom okazała się naprawdę ciekawa okazja Black Friday'owa. Polegała ona na tym, że jeśli zamówiło się minimum 2 pudełka, zyskiwało zniżkę -40% na każde z nich. Jako, że promocja trwała jedynie do godziny 00:00 tego dnia, musiałam działać szybko no i jak widać na załączonych obrazkach, udało mi się zdążyć.
Dzisiaj dzielę się z Wami zawartością pudełek, które dotarły do mnie w zeszłym tygodniu. Są to pudełka z minionych edycji, więc część z Was może znać już ich zawartość:
oraz
"Ready to GO!".
Zawartość pudełka - Happy Colors
źródło: http://www.beglossy.pl/beauty/beglossy-happy-colors
Spośród widocznych powyżej produktów jedynie balsam Uriage był w miniaturowej wersji i to dość małej, reszta kosmetyków to pełnowymiarowe produkty. Limonkowo-pastelowy lakier z NeoNail jest bardzo ładny i będzie czekać na swoją kolej, gdy nadejdą wiosenne dni. Najbardziej zaintrygował mnie krem barierowy marki Nidiesque, przeznaczony dla skóry z alergią na nikiel. Sama u siebie nie zauważyłam, abym dotąd miała tego typu problem, więc nie do końca wiedziałam, czy ten produkt w ogóle mi się przyda. Jednak po przeczytaniu jego specyfikacji i różnych opinii na jego temat w internecie, zrozumiałam że może być on stosowany również jeśli nie mamy takiej alergii, do tego dobrze sprawdza się w formie bazy pod makijaż. Sama jeszcze nie wypróbowałam jego działania, ale jeśli się u mnie sprawdzi to chętnie umieszczę recenzję tutaj na blogu.
Zawartość pudełka - Ready to GO!
źródło grafiki: http://www.beglossy.pl/beglossy-ready-to-go
W drugim pudełku znalazły się kosmetyki w serii bardziej wyjściowo-wieczorowej. 1 - Matte Lipstick Golden Rose - w moim pudełku odcień pomadki z Golden Rose, jest taki sam jak na zdjęciu powyżej, 2 - cień do powiek MIYO , przypadł mi w kolorze czarnym, czarnym jak węgiel, no ale pewnie kiedyś się przyda :P 3 - Barnangen, Balsam All Over Rescue Body Balm - najbardziej zadowolona jestem z balsamu szwedzkiej marki Barnangen, który już zaczęłam używać i bardzo przypadł mi do gustu, jeśli nic się nie zmieni to z pewnością zaopatrzę się w kolejny po zdenkowaniu tego egzemplarza :), 4 - NeoNail lakier hybrydowy - u mnie w kolorze nude, 5 - Manna Kadar, baza pod makijaż Runway Ready, 5 - próbka różu mineralnego Pixie Cosmetics, My Secret Mineral Rouge Powder, 6 - BANDI - ryżowa maska w płacie, rozświetlająca twarz i wybielająca przebarwienia, rekomendowana do zastosowania przed wielkim wyjściem.
Podsumowując za oba pudełka zapłaciłam 76,80 zł. Myślę, że beGLOSSY przygotowali dla swoich klientów bardzo korzystną promocję z okazji tegorocznego Black Friday. Dla mnie była to okazja zapoznania się z ich formą oferowanych usług zanim podejmę decyzję o dłuższej prenumeracie.
Są to moje pierwsze boxy kosmetyczne, bo do tej pory miałam prenumeratę jedynie cudmiód box, który też kiedyś pokazywałam na blogu. Rozważam niebawem wykupienie kilkumiesięcznego pakietu pudełek kosmetycznych, tylko zastanawiam się między beGLOSSY i ShinyBox.
Korzystałyście kiedyś z prenumeraty któregoś z tych boxów? A może używałyście, któregoś z kosmetyków jakie w nich znalazłam, dajcie znać ;)
Ściskam i do następnego posta.
M.
Spirulina w łazience - jak używam
Lubicie spirulinę? Ja uwielbiam! Zaczęło się od zielonych koktajli, aż stopniowo coraz częściej zaczęła pojawiać się w mojej łazience, służąc jako składnik mazideł i innych czarodziejskich eliksirów piękności. Przy okazji na zdjęciu jestem ja nikt inny, to nowość na moim blogu bo od dawien dawna pokazałam kawałek siebie na, ta nieśmiałość :D.
Choć większość z Was wie, ale w gwoli ścisłości - czym jest spirulina?
A no powiem Wam w największym skrócie, że jest to niezwykła alga, bardzo bogata w wiele aminokwasów, minerałów, witamin, kwasów tłuszczowych i enzymów. Co ciekawe suplement ten znajduje się na liście produktów leczniczo-odżywczych, przeznaczonych do suplementacji załóg kosmicznych NASA. Nie będę się rozpisywać na ten temat, gdyż o samej spirulinie można założyć osobnego bloga. W internecie znajdziecie mnóstwo informacji na jej temat, gdyż od kilku lat podbija świat i jej popularność nadal nie spada. Podam Wam więc przykładowe strony:
Link 1
Link 2
Link 1
Link 2
Dodawanie spiruliny do diety nie jest specjalnie skomplikowane, u mnie pojawia się głównie w koktajlach, bądź jako suplementacja w tabletkach. W ostatnim poście podzieliłam się z Wami również przepisem na guacamole ze spiruliną i polecam właśnie podobne eksperymenty kulinarne z zastosowaniem tej algi. Dzisiaj jednak skupimy się na jej użyciu zewnętrzym, a więc do pielęgnacji ciała. Oto kilka przepisów, które przetestowałam i dzielę się z Wami tu na blogu:
Maseczka ze spiruliną na twarz:
prezentację takowej macie już na pierwszej fotce, jest to jedna z tych maseczek, które są najłatwiejsze w wykonaniu bo są dwuskładnikowe i tak naprawdę główny składnik należy tylko zaprzyjaźnić z wodą, aby uzyskać konsystencję którą następnie nałożymy na twarz. Sama się sobie dziwię, że choć spirulinę stosuję w kuchni od dłuższego czasu i zawsze mam paczuszkę na stanie, to tak długo zajęło mi przekonanie się do tego przepisu. Miałam wątpliwości, czy nie skończę jak zielony ufoludek, ale na szczęście moje obawy się nie spełniły gdyż nie odbarwia się ona na skórze ani trochę - ale w przypadku tkanin nie jest tak sielsko więc uważajcie bo robi się zielony bałagan w łazience, zwłaszcza przy zmywaniu specyfiku z twarzy :) Ważną wskazówką (nie tylko w przypadku tej maseczki ale też np. z glinek czy cynamonowej - takich które wysychają szybko na twarzy) aby zwilżać ją wodą co jakiś czas, w takiej suchej popękanej postaci, nie wiele ma szans na prawidłowe wchłonięcie w skórę. Jeśli jednak preferujecie łagodniejszą wersję, to zamiast wody można użyć jogurtu naturalnego :)
Maska ze spiruliną na włosy:
również nic prostszego, istnieją różne szkoły ja np. dodaję łyżeczkę spiruliny do jakiejś maski na właosy, którą aktualnie używam :)
Taak bardzo apetycznie to wygląda, ale czego się nie robi dla pięknych włosów :)) Jeśli chodzi o zapach to u mnie nie było czuć spiruliny ani trochę :) Maskę po 15 - 20 minutach spłukujemy do momentu aż woda nie będzie zielona.
Kąpiel solno-spirulinowa:
sól + spirulina to według mnie fajne połączenie, zaznaczam jednak, że ja w takiej mieszance nie biorę tradycyjnej kąpieli czyt. szoruję się kosmetykami myję włosy itd. - chodzi o wyleżenie w ciepłej wodzie z dodatkiem tych składników, np. wcześniej biorąc prysznic. Proporcje są dowolne ja dodaję 1/3 szklanki soli i łyżeczkę spiruliny, mieszam i wsypuję do kąpieli :)
Macie jeszcze jakieś ciekawe patenty na spirulinę? A może stosujecie już jakiś podany przeze mnie, dajcie znać! Do napisania! :)
◦ Masło do ciała - Papaya - The Body Shop ◦
The Body Shop Papaya - masło do ciała opinia (pierwsze wrażenia)
Dzisiaj nareszcie dokonałam zakupu, który planowałam już od dłuższego czasu. Masło do ciała z The Body Shop znalazłam kiedyś w Douglasie i zapach bardzo mi się spodobał. Później zdążyłam już kilka razy zapomnieć o tym maśle, a trwało to do dziś gdyż trafiłam na wiosenne promocje i udało mi się go dorwać za 39 zł (cena regularna 69 zł). Zapach niezmiennie jest według mnie przepiękny, a jakość produktu zaskoczyła mnie. Przyznam, że obawiałam się że zapach będzie jedyną zaletą tego masła, na szczęście byłam w błędzie. Nie będę robić rozbudowanej recenzji tego produktu, bo też nie byłaby ona w 100% rzetelna po jednym dniu użyciu. Jednak póki co zauważyłam, że zapach utrzymuje się dość długo, masło ma dość gęstą konsystencję więc wydaje się być wydajne, nawilża i wygładza. Moje odczucia na razie są jak najbardziej pozytywne i mam nadzieję, że się to nie zmieni :).
Dla ciekawych zdjęcie składu:
Przy okazji skusiłam się na małą wersję Seaweed Clarifying Night Treatment - żel do twarzy na noc z algami, polecany do cery mieszanej. Dzisiaj zastosuję go po raz pierwszy. W sumie dałam się namówić przez niską cenę (7zł), a z drugiej pomyślałam, że teraz w sezonie letnim będzie mi się bardziej przetłuszczać strefa T więc może, akurat się sprawdzi. Z tego co wyczytałam to w pewnym stopniu zwęża też pory. Sprawdzimy, to się dowiemy :)
Lubicie firmę The Body Shop? Miałyście do czynienia z tymi kosmetykami?
Pozdrawiam :)
New in - biovax, organique, palmolive, aussie, revlon i bourjois
Nowości kosmetyczne!
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam kilka kosmetyków, które ostatnio się u mnie pojawiły i bardzo dobrze się sprawdzają. Nie są to z pewnością wszystkie, ale wybrałam te które najbardziej zwróciły moją uwagę i myślę, że warto o nich wspomnieć. Poza tym jestem w trakcie pisania licencjatu, a post chodzi już za mną jakiś czas, więc postanowiłam go szybko napisać i mieć spokój, móc się skupić już tylko na kolejnym rozdziale :) No to lecimy:
Wybrałam 6 kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych jak i do makijażu. Niektóre z nich pojawiły się u mnie po raz pierwszy, z innymi natomiast miałam już wcześniej do czynienia ;)
Na pierwszym miejscu wspomnę o żelu pod prysznic Palmolive - Pampering Touch, pokazuję go tutaj nie tylko ze względu na ten konkretny zapach. Ostatnio bardzo przypadło mi do gustu wiele płynów z tej serii. Największym plusem jak dla mnie są właśnie zapachy, które bardzo mi odpowiadają, a do tego sam kosmetyk dobrze myje i nie wysusza skóry, czego chcieć więcej :)
Intensywnie Regenerująca Maseczka do Włosów - Złote Algi i Kawior - Biovax: powiem Wam, że nie wiedziałam jakiego zapachu mogę się spodziewać po połączeniu alg z kawiorem i przyznam, że miałam pewne obawy. Jednak gdy tylko otworzyłam wieczko, wszelkie wątpliwości się rozwiały. Jak dla mnie zapach jest bardzo przyjemny, ale nie potrafię go opisać, ani do niczego porównać. Maseczkę użyłam chyba ze 3 razy, starałam się to robić oszczędnie, gdyż opakowanie jest mniejsze niż standardowe maseczki biovax'u, bo tylko 125 ml. Jeszcze mam prawie pół opakowania, liczę, że starczy łącznie na mniej więcej 7 razy (na moje długie włosy). Jeśli chodzi o efekty to nie widzę jakiś spektakularnych zmian na włosach ogółem, włosy są natomiast bardzo fajne w dniu użycia maseczki, bardzo łatwo się rozczesują i są świetne w dotyku. Jednak największym plusem jest właśnie ten ciężki do opisania, piękny zapach który utrzymuje się na moich włosach bardzo długo.
Następny kosmetyk to Odżywiająca Mgiełka - Miracle Recharge Aussome Volume - Aussie. Jest to produkt przeznaczony do włosów, które potrzebują uniesienia. Zacznę od zapachu, bo dla mnie jest rewelacyjny. Nie wiem czy to zasługa ekstraktu z krasnorostów australijskich, ale ja wyczuwam tam takie korzenne nuty jakby lekko goździkowo-cynamonowe. Może to moja nadinterpretacja zapachu, ale tak go właśnie odbieram i bardzo mi odpowiada, nie jest to typowy zapach jakiego możemy się spodziewać po takim kosmetyku :) A działanie? Według mnie działa, choć na moich włosach wszystkie produkty na objętość są niemal bezradne to po tej odżywce rzeczywiście lekkie uniesienie jest zauważalne.
Ten produkt zapewne większość z Was kojarzy - balsam do ciała z masłem shea ORGANIQUE - białe piżmo. U mnie sprawdza się świetnie, rzeczywiście jak podaje producent odżywia, nawilża i wygładza. Konsystencja kosmetyku jest bardzo gęsta co ma swoje plusy i minusy, gdyż z jednej strony sprawia że produkt jest bardzo wydajny, a z drugiej ciężki w użyciu, jeśli chciałoby się nabalsamować całe ciało. Ja używam go głównie na ręce i łydki jeśli potrzebuję mocnego nawilżenia. Jednak często używam go również przed samym wyjściem z domu, gdyż zapach białego piżma (inne też są boskie) jest tak intensywny, że czuć go niczym perfumy. Mimo gęstej i tłustej konsystencji wchłania się dość szybko co nie przeszkadza mi w stosowaniu go w trakcie dnia.
Kosmetyki do makijażu zostawiłam na koniec. Tusz do rzęs Bourjois Volume Glamour oraz podkład do cery mieszanej i tłustej Revlon Colorstay. Są to obecnie moje podstawowe kosmetyki w kolorówce.
Tusz do rzęs posiadałam kilka lat temu, następnie używałam kilku innych z Bourjois i żaden nie sprawdził się u mnie tak dobrze jak ten. Mimo że moje rzęsy nie są olśniewająco długie to zależy mi przede wszystkim na powiększeniu ich objętości gdyż to daje według mnie najlepszy efekt dla makijażu oka, natomiast wszystkie tusze wydłużające sprawdzają się u mnie średnio, bo dotykając powieki zawsze zostawią jakieś odbicia po kilku godzinach.
Od jakiegoś czasu używam wyłącznie podkładów z Revlona co było nie lada rewolucją w moim codziennym makijażu, gdyż przez ostatnie kilka lat używałam wyłącznie podkładów z Inglota. Revlon okazał się nieco lepszy, a zaczęłam od serii Photoready, która bardzo mi odpowiada i nadal mam ten podkład w swojej kosmetyczce, jednak do tymczasowej zamiany na Colorstay przekonał mnie nieco jaśniejszy odcień - najjaśniejszego z odcieni (180 Sand Beige).Wraz z początkiem wiosny i niedługo lata moja skóra nieco zacznie nabierać kolorów, ale dobrze się składa bo moja mama ma z kolei dość ciemny odcień Colorstay, więc będę mogła sobie mieszać, żeby nie wyglądać w lecie jak biała dama :D
Teraz patrząc na moją opinię na temat powyższych kosmetyków, mogłabym również tego posta nazwać ulubieńcami. Wszystkie te kosmetyki na pewno jeszcze nie raz wylądują w moim koszyku :)
Tym czasem tak wygląda moja rzeczywistość, do której właśnie będę wracać:
Trzymajcie się ciepło, do napisania ;**
Jesień w Yves Rocher - czyli gruszka skąpana w karmelu!
Karmelizowana gruszka Yves Rocher
Przechodząc w pośpiechu przez galerię handlową niespodziewanie na witrynie sklepowej Yves Rocher mój wzrok przykuła pewna nowość - edycja limitowana kosmetyków o zapachu karmelizowanej gruszki! Jeśli nie miałyście okazji powąchać nowej linii zapachowej, gorąco zachęcam jest typowo jesienna i od razu skradła moje serce.
Miałam ogromny dylemat na jaki kosmetyk się zdecydować, gdyż nie mogłam sobie pozwolić na wszystkie niestety. Ostatecznie wybrałam płyn pod prysznic oraz pastylkę do kąpieli.
Mam nadzieję, że zanim ta seria zniknie ze sklepów to uda mi się nabyć jeszcze małą wodę toaletową i mleczko do ciała :) Poniżej macie zdjęcie ulotki z cenami i pełną ofertą produktów z tej serii :)
To ja idę zrelaksować się w jesiennej, gruszkowo-karmelowej kąpieli :)
Do usłyszenia!
Zamówienie ze sklepu skarbysyberii.pl
Rosyjskie kosmetyki - czy są warte uwagi?
Dzisiaj dotarło do mnie zamówinie ze sklepu internetowego www.skarbysyberii.pl. Już od dawna zbierałam się do zamówienia kilku kosmetyków produkcji rosyjskiej i pewnie jak u niektórych z Was pojawiły się pewne obawy. Myślę, że tutaj należałyby przewartościować niektóre poglądy i stereotypy, dlatego też zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami postanowiłam zamówić trzy produkty, których brakowało w mojej domowej pielęgnacji. Wszystkie kosmetyki są z serii babuszki Agafii :)
Jak zaciekawiły Was te kosmetyki, zapraszam do dalszej części posta :)
Zakupy na jesienną chandrę :)
Jesienne mini haul
Dzisiaj postanowiłam umilić sobie nieco wieczór przed zmaganiami z referatem. Po zajęciach wstąpiłam do centrum handlowego na małe zakupy i tym sposobem nabyłam kilka przyjemnych gadżetów. W Empiku od razu ruszyłam w stronę książki "Zniszcz ten dziennik" za poleceniem Pauli, już nie mogę doczekać się tej kreatywnej destrukcji :) Zaskoczył mnie spory wybór różnych wariantów smakowych czekolad Milka, nie mogłam się zdecydować na jeden z nich. Próbowałyście kiedyś tej Milki z kawałkami prażonej kukurydzy? Wspominałam już kiedyś, że uwielbiam lisy? Chyba nie, a więc tak uwielbiam lisy i wilki (co pojawiło się ostatnio w nowym nagłówku, którego wygląd nadal staram się dopracować). W myśl mojej sympatii do lisów kupiłam sobie ogrzewacz do rąk z lisem (również w empiku) oraz prosty biały T-shirt z lisem w Medicine.
Jeśli chodzi o zakupy kosmetykowe, które trafią do kosmetycznej "poczekalni" gdyż zamiast się ograniczać tak jak obiecałam to sobie kilka postów temu, nadal gromadzę kosmetyki niczym zapasy jak wiewiórka orzechy na zimę... Szampon rumiankowy przydaje się u mnie raz na jakiś czas, aby lekko rozjaśnić włosy, których odcienia sama nie potrafię określić. Na szczęście kilka promieni słońca w lecie czy rumianek i mogę podciągnąć je pod ciemny-złoty-blond. Jeśli chodzi o szampon professional argan keratin to jest to już moje drugie podejście, nie powiem żeby był nadzwyczajnie dobry, ale też nie jest zły. Do błota z morza czarnego wracam co jakiś czas. Ostatni raz stosowałam go z dobre 2 lata temu i byłam bardzo zadowolona (jeśli będziecie zainteresowane to może zrobię osobną recenzję tego produktu, jeśli nie będziecie to pewnie i tak zrobię, a co :)) Odżywka Argan Oil Marc Anthony gości u mnie pierwszy raz, wcześniej miałam odżywkę zwiększającą objętość i dość dobrze spełniała swoje zadanie więc jestem ciekawa działania tej. Używałyście kiedyś?
Udało mi się w ORGANIQUE, (gdzie kupiłam też wyżej wspomniane błoto) kupić także wosk do kominka. Przymierzam się do zakupy kilku zapachów yankee candles w najbliższym czasie, ale nie mogłam się oprzeć temu zapachowi - słodkie banany! Bardzo przypadł mi do gustu, jestem ciekawa jak się sprawdzi w trakcie topienia. Jeśli chodzi o inne woski tej firmy to żaden mnie nie zachęcił.
Próbowałyście tych kosmetyków? Czy Wy też lubicie umilać sobie jesienne dni zakupami? :))
Pozdrawiam!
See By Chloe
See by Chloe - moje odkrycie zapachowe.
Nareszcie zdecydowałam się na zakup nowych perfum. Ostateczny wybór padł na See By Chloe i zastąpi on teraz u mnie klasyczną Chloe, którą nadal uwielbiam, ale zmęczyła mnie trochę jej ciężkość. W sumie robię trochę na opak bo ten nowy zapach byłby bardziej adekwatny na wiosenno-letnie miesiące, a klasyczna Chloe na jesienno-zimowe :) Aczkolwiek jej zapach uwiódł mnie do tego stopnia, że w ogóle mi to nie przeszkadza. See By Chloe są bardzo świeże, słodkie, lekkie i ciężkie jednocześnie. Jak dla mnie idealne :) Do tego sam flakonik zaprojektowano na wzór klatek dla ptaków.
Opis producenta:
Nowe, pełne szyku perfumy to elegancki i energetyzujący kwiatowo-owocowy zapach. Kompozycja, której twórcą jest perfumiarz Michel Almairac, otwiera się świeżymi nutami bergamotki oraz kwiatu jabłoni, prowadzącymi do kwiatowego serca złożonego z nut jaśminu i ylang-ylang. Baza zapachu jest delikatna i waniliowo-piżmowa, z dodatkowymi akordami drzewa sandałowego.
A tak wyglądają nuty zapachowe:
Nuty głowy: bergamotka, kwiat jabłoni
Nuty serca: jaśmin, ylang-ylang
Nuty bazy: piżmo, wanilia, sandałowiec
Douglas o See by Chloé:
Zapach zaprojektowany przez wybitnego perfumiarza Micheal Almairaca uwodzi kwiatową mgiełką jaśminu i kwitnącej jabłoni, błądzącą między akordami swieżej bergamotki i kremowych nut wanillii.
Zapach zdecydowany i uwodzicielski, dedykowany kobietom śmiałym i oryginalnym.
Wczoraj akurat tak się złożyło, że piekłam szarlotkę i po powąchaniu perfum od razu zgadłam, że jest tam kwiat jabłoni :) Jeśli macie podobne upodobania zapachowe, to polecam powąchać ten zapach w drogerii. Mój flakonik wody perfumowanej kupiłam za 199zł (30 ml) w Douglasie.
Pozdrawiam!
Kolejny jesienny dzień
Ostatnimi czasy coraz bardziej wkręcam się w naukę i muszę przyznać, że nawet sprawia mi to przyjemność. Mimo, że panika związana z wyborem tematu pracy licencjackiej narasta. Powoli zaczynam się też przyzwyczajać do nowego trybu funkcjonowania, mianowicie jednodniowego weekendu. Sama zdecydowałam się na taki intensywny rok, ale wiem, że wyjdzie mi to na dobre.
Dziś podobnie jak każdy inny dzień staram się zaczynać od dużej szklanki ciepłej przegotowanej wody z 1/2 soku z cytryny. Koniecznie na czczo, najlepiej 20 minut przed śniadaniem. Czasami dodaję miodu, a czasem nie. Na zdjęciu akurat syrop z agawy. Tak przy okazji kupiłam go pierwszy raz i nie wiem co myśleć, bo po powrocie do domu, chciałam sprawdzić jakie ma zalety, zamiast tego zostałam zasypana artykułami o tym jak bardzo jest on szkodliwy. Nie wszystkie argumenty mnie przekonały, może rzeczywiście nie jest to taki cud, na jaki został wypromowany w brutalnym świecie handlu, ale też nie poczułam się na tyle zagrożona jego "wadami", żeby wyrzucić całość do kosza. Na pewno ten zużyję do końca, natomiast smakowo jednak chyba wolę miody, bo jak już wiele nie słodzę to z miodem sobie czasem pozwalam zaszaleć :)
Jestem pewna, że sporo z Was słyszało o zaletach spożywania takiego napoju rano po przebudzeniu, a zapewne niektóre z Was pewnie nawet to stosują. Gorąco polecam.
Oto niektóre z zalet:
> oczyszcza organizm z toksyn
> wzmacnia odporność
> wspomaga metabolizm
> witamina C pozytywnie wpływa na jakość naszej cery
(zwłaszcza zapobiega niedoskonałościom i zmarszczkom)
> utrzymuje zbilansowane PH
> działa odchudzająco (zapobiega napadom uczucia głodu)
Dziś zrobiłam też małe zakupy. Bardzo cieszę się z tranu i magnezu, gdyż o tej porze roku są mi one niezbędne. Tran przede wszystkim na odporność, a magnez na skurcze i lepszą koncentrację. Do tego nabyłam wreszcie odżywkę Dove Oxygen Moisture, kolejną, która jak obiecuje producent ma skutecznie zwiększać objętość włosów (nawet 95%)... Do tej pory nie udało mi się dobrego efektu uzyskać z żadnym z tego typu kosmetyków, więc tu też nie liczę na cuda, ale wiecie nadzieja umiera ostatnia :). Do tego drugą odżywkę z tej samej serii, ale na zniszczone włosy, to głównie dla mamy, ale sama też z pewnością wypróbuję na zniszczone końcówki. Pierwszy raz też spotkałam się z antyperspirantem z Garniera w kremie, wybrałam ten bezzapachowy, gdyż w zupełności wystarcza mi, że pachnę sowimi perfumami, wolę jak zapachy się nie mieszają, bo różnie to się później kończy :d. I standardowo na chłodniejsze miesiące, krem do rąk intensywnie nawilżający z Garniera :)
Stosujecie wodę z cytryną na czczo?
Testowałyście może któryś z kosmetyków?
Chętnie dowiem się waszych opinii,
Pozdrawiam :*
Małe zakupy - Rossmann, Biedronka :)
Dzisiaj post na szybko, bo chciałam się z Wami podzielić tym jakie kosmetyki udało mi się dzisiaj upolować w Rossmannie.
Nie ukrywam, że jestem fanką Alterry, a do tych zakupów zainspirowała mnie troszkę niessia25. Przede wszytskim chciałam wypróbować Olejek pod prysznic z Isany, bo wcześniej używałam tylko tego z nivea, a tu cenowo różnica jest dość znaczna. Według mnie zapach jest przyjemny, choć niektórzy wyczuwają w tym zapachu rybę? Nie wiem o co chodzi, bo ja takiego odczucia nie mam. Następnie zależało mi też na emulsji oczyszczającej z granatem z Alterry (choć obecnie używam pasty zaja liście manuka - o nim w tym poście --> pasta liście manuka), ale potrzebuję też czegoś delikatniejszego na rano). Pilnie potrzebowałam również delikatnego peelingu do ciała, wybrałam peeling pod prysznic PAPAJA I EKOLOGICZNY KOKOS z Alterry, przyznam że zachęcił mnie również zapach :) Ostatnio bardzo polubiłam się z aloesem (o tym wkrótce napiszę post) więc skusiłam się również na chusteczki oczyszczające z aloesem z Alterry. No i mój ulubieniec - krem pod prycznic POMARAŃCZA BIO i WANILIA BIO - bardzo lubię za zapach i konsystencję, choć bardzo się nie pieni, uważam że w przypadku tego kosmetyku nie jest to istotne - to w końcu krem :) Kolejny produkt z aloesem - mleczko do ciała Garnier, choć nie przepadam za balsamowaniem się, to czasem moja skóra się jednak o swoje upomni, a wtedy sięgnę właśnie po ten kosmetyk. I ostatni produkt to dwufazowy płyn do demakijażu Lirene, szukam czegoś lepszego od nivea, ale w przystępnej cenie, teraz ten produkt idzie do testowania :)
Pochwalę się też jakiego umilacza do mojego pokoju udało mi się nabyć w Biedronce za 40 zł:
Szczerze? Jest tak puszysty, że chętnie spałabym teraz na podłodze :]
I jeszcze mały bonus, ale to już z Netto - fioletowa kreda do włosów, co by czasem zaszaleć :)
Pozdrawiam :)
Chomikowane kosmetyki, czyli co zalega na w mojej łazience. Część I: Pielęgnacja twarzy.
Do napisania tego posta nakłoniło mnie, moje przerażenie po zestawieniu wszystkich kosmetyków zalegających w mojej łazience. Uważam, że nadszedł najwyższy czas na zapanowanie nad tym nieładem i wprowadzeniem porządku na kosmetycznych półkach moich łazienkowych czterech ścian. Początkowo przymierzałam się do zrobienia zbiorczego projektu denko, lecz zmieniłam nieco taktykę. Postanowiłam przedstawić kosmetyki w poszczególnych blokach tematycznych, związanych z przeznaczeniem produktów. I tak właśnie, zacznę dziś od zestawienia produktów, których używam/ używałam i odłożyłam w zapomnienie/ chcę zużyć. Ciekawych zapraszam do czytania :)









